Nie interesuje mnie zupełnie, co tam kiedyś było u was na wsi!
Te słowa zabrzmiały jak policzek.

Sophie Markarini, moja teściowa, stała pośrodku salonu, ściskając torebkę. Chciała jeszcze coś powiedzieć, ale aż się zachłysnęła — przecież całe życie uważała się za damę wielkiego miasta, i Mira doskonale o tym wiedziała.

— Przyszła pani do syna, prawda? — dorzuciła Mira, nawet nie podnosząc wzroku znad telefonu. — Ale najwyraźniej ze słabym wzrokiem nie zauważyła pani, że jego nie ma w domu.
A ja nie mam czasu na panią. Prowadzę bloga.

Tak bezczelnie, tak chłodno — jakby teściowa była dla niej nie rodziną, lecz natrętną sąsiadką.

A przecież wszystko zaczynało się tak pięknie…

*

Mira i Alex wydawali się kiedyś idealną parą:
ona — filigranowa blondynka, jak z okładki;
on — silny, spokojny, niezawodny facet, na którego wzdychały dziewczyny na roku.

Miłość wybuchła nagle, jak iskra w suchym lesie.
Rodzice marudzili, ostrzegali, prosili, żeby poczekali… ale młodzi nie słyszeli nikogo.

Wzięli ślub.
I przez pierwsze miesiące Alex, oślepiony uczuciem, akceptował wszystko.

Aż pewnego dnia Sophie przyszła bez zapowiedzi.

To, co zobaczyła, ją oszołomiło:
pięćdziesięcioletnia sprzątaczka myła podłogi, ścierała kurz, sortowała rzeczy…
a Mira, dwudziestoletnia świeżo upieczona żona, leżała na kanapie i przewijała telefon.

*

— Macie… sprzątaczkę? — wydusiła Sophie.
— No tak, a co? — Mira nawet nie spojrzała. — Czas Kopciuszków minął.
— A pieniądze macie na zbyciu?!
— To już nie pani sprawa.

Od tego dnia między kobietami żarzyła się wojna.

— Kiedyś, na wsiach… — zaczęła kiedyś Sophie.
Ale Mira przecięła ją ostro:
— Nie interesuje mnie, co tam kiedyś było w waszych wsiach!

Sophie aż zabrakło tchu z oburzenia.
Mira uśmiechnęła się — bezczelnie, demonstracyjnie.

— A poza tym, — dodała — pani przeszkadza. Muszę nagrać stories.

*

Tego dnia Sophie wyszła drżąc, cała w łzach, i zadzwoniła do syna.
Alex przyszedł wieczorem — i usłyszał wszystko:
o paznokciach, o sprzątaczce, o chamstwie, o „wsiach”…

— Mamo, sami sobie poradzimy! — powiedział zmęczony.
— Sami?! — pisnęła Sophie. — Ona mnie upokorzyła! A ty… ty ją bronisz?!
— Nie jestem po niczyjej stronie! Po prostu… po co przyszłaś bez telefonu?

Usta Sophie zadrżały.
Wiedziała, po co przyszła — chciała zastać Mirę na gorącym uczynku.
I jej się udało.

— Więc tak traktujesz matkę… — wyszeptała, choć ten szept brzmiał jak krzyk.

Alex wrócił do domu — przytłoczony, rozdarty.

*

Mira przywitała go lodowatą ironią:

— No i co? Dostałeś granat? Co ci nagadała?
— Że ją zwyzywałaś.
— I słusznie! — wzruszyła ramionami Mira. — Niech nie przyłazi bez zapowiedzi! To mój dom.

Podeszła bliżej:
— A jeśli tak jej się chce rządzić — niech rządzi swoim mężem.

Alex wiedział: obie mają rację… i obie jej nie mają jednocześnie.
A ta rozmowa — dopiero początek czegoś ciemniejszego.

Następnego dnia Sophie znów przyszła — domagać się rozmowy.

*

Kiedy Mira otworzyła drzwi i zobaczyła teściową, jej usta wykrzywiły się:

— Znowu pani?
— Tak. Chcę porozmawiać.
— Nie mam czasu. Zaraz mam live.
— Ty… masz gdzieś rodzinę mojego syna?!
— Pani rodzinę — owszem.

Sophie pobladła.

Zrobiła krok naprzód, gotowa powiedzieć coś, czego na pewno by pożałowała…

Ale w tym momencie —
na korytarzu zabrzmiały szybkie kroki.
Głośne, stanowcze.
Jakby ktoś biegł dokładnie tutaj.

Mira zmrużyła oczy.
Sophie odwróciła głowę w stronę klatki schodowej.

*

Kroki były coraz bliżej.
Jeszcze bliżej.
Jeszcze…

I nagle —
ktoś gwałtownie otworzył drzwi na wspólny korytarz.
Oczy Sophie rozszerzyły się.
Mira zamarła.

W progu pojawiła się sylwetka.

Obie kobiety jednocześnie wypowiedziały:

— Ty?..

— Co TY tutaj robisz?!!

 *

W drzwiach stał Ugo, starszy brat Aleksa.
Zawsze spokojny, rozsądny, ten, który potrafił ugasić każdy konflikt jednym zdaniem…
Ale teraz jego twarz była twarda, a spojrzenie — ciężkie, prawie metaliczne.

Przesunął wzrokiem po Mirze, potem po Sophie.

— A więc tu jesteście — powiedział chłodno. — Ledwo was znalazłem.

— Ugo? — wyszeptała zdezorientowana Sophie. — Dlaczego ty…
— Bo Aleks do mnie zadzwonił — przerwał jej. — Źle się czuje. Powiedział, że wy… we troje zrobiliście z jego życia pole bitwy.

*

Mira prychnęła:

— Dramatyzujesz. Nikt niczego nie urządzał.

— Naprawdę? — Ugo zrobił krok w ich stronę. — A to, że mama przychodzi bez uprzedzenia i prowokuje awantury — to nie bitwa?
Gwałtownie odwrócił się do Sophie:
— Mamo, dość. Przekraczasz wszystkie granice.

Sophie zapłonęła z oburzenia.

— Bronię mojego syna!
— Nie — głos Uga pozostał równy i niebezpiecznie spokojny. — Bronisz swojej władzy nad nim.

Mira uniosła brwi. To jej się nawet… spodobało.

— I co, powiesz teraz, że ja jestem bez winy? — nie powstrzymała się.

*

Ugo przeniósł na nią wzrok:

— A ty, Miro, udajesz, że nikt nie jest ci potrzebny. Ani mąż, ani rodzina, ani zasady. Tylko twój blog.

Mira gwałtownie się wyprostowała, jakby dostała cios.

— Nie waż się… — syknęła. — Ty nie rozumiesz…

Ugo pochylił się bliżej:

— Rozumiem aż za dobrze. Jesteś piękna, młoda, rozpieszczona uwagą.
Ale małżeństwo to nie tylko „stories” i zdjęcia. A sprzątaczka nie uratuje waszego związku, jeśli nie nauczycie się choćby rozmawiać.

Mira odwróciła głowę i zacisnęła wargi.

— Po co przyszedłeś? — zapytała przytłumionym głosem.

*

Ugo westchnął:

— Żeby to zatrzymać. Was wszystkich.
Spojrzał na Sophie:
— Ty, mamo, powinnaś była dać im przestrzeń.
Potem na Mirę:
— A ty powinnaś spróbować choć trochę uszanować rodzinę, do której weszłaś.

Mira chciała odburknąć, ale słowa ugrzęzły jej w gardle.

I właśnie w tym momencie drzwi mieszkania powoli się uchyliły.

W progu stał Aleks.

*

Blady. Zmęczony. Ze spojrzeniem pełnym rozpaczy.

— Dość — wyszeptał.

Sophie rzuciła się do niego:

— Synku, ja…
Ale on uniósł rękę, zatrzymując ją.

— Mamo… proszę… ani słowa.

Sophie zastygła.

Aleks zwrócił się do Miry.

— Musimy porozmawiać.

Mira poczuła, jak coś lodowatego przebiegło jej po plecach. Spróbowała zachować pewność siebie:

*

— No… mów. Słucham.

Aleks wciągnął powietrze, jakby zbierał siły.

— Jestem… zmęczony, Miro.

Drgnęła.

— Zmęczony kłótniami. Tym, że mama naciska. Tym, że ty ranisz każdym słowem. Tym, że muszę wybierać między wami.

Zrobił krok naprzód, jego oczy pociemniały:

— Nie chcę wybierać.

Sophie westchnęła z przerażeniem.
Mira pobladła.

*

— Co to ma znaczyć?! — jej głos się załamał.

— To znaczy — powiedział cicho Aleks — że wszyscy troje musimy się zatrzymać. Bo inaczej…

Urwał, jakby bał się powiedzieć za dużo.

Ugo napiął się:

— Aleks, nie przeciągaj.

Aleks zamknął oczy.

I powiedział:

— Bo inaczej odejdę. Sam.

Zapadła ogłuszająca cisza.
Nawet powietrze przestało się ruszać.

*

Sophie drżąco wypuściła powietrze:

— Synku… co ty mówisz…
Ale Aleks podniósł rękę:

— Mamo. Dość.

Ponownie spojrzał na Mirę:

— A ty… zastanów się, czego naprawdę chcesz. Nie mieszkania, nie bloga… mnie. Czy w ogóle jeszcze mnie potrzebujesz.

Mira spuściła wzrok.
Jej dłonie drżały.

— Aleks… — wyszeptała.

On nawet na nią nie spojrzał.

*

— Dzisiejszą noc spędzę u Uga. Jutro porozmawiamy. Jeśli… będziesz miała coś do powiedzenia.

Aleks zabrał kurtkę, przeszedł obok obu kobiet — i zatrzymał się w drzwiach.

Odwrócił się na sekundę.

— Chcę rodziny. Ale nie wojny.

I wyszedł.

Drzwi się zamknęły.
Ugo bez słowa ruszył za nim.

Sophie stała, trzymając dłoń na piersi, jakby zabrakło jej tchu.

*

A Mira powoli osunęła się na kanapę.

Bo pierwszy raz od dawna…
poczuła strach.

Strach, że straci nie pieniądze, nie wygodę —
lecz tego człowieka, który zawsze mówił: „Ja wszystko załatwię, kochanie”.

Zakryła twarz dłońmi.

I po raz pierwszy od bardzo dawna — zapłakała.