Przy świątecznym stole mój brat oznajmił:
Nie usiądę do stołu z tą nieudacznicą.

Klara stała przy oknie wynajmowanego mieszkania i patrzyła na spadający śnieg. Trzydziesty pierwszy grudnia. Za kilka godzin miał zacząć się nowy rok, a ona czuła jedynie pustkę.

Ostatnie dwanaście miesięcy było najtrudniejszym okresem w jej życiu. Najpierw rozwód — pięć lat małżeństwa zakończyło się chłodną rozmową w kuchni, podczas której jej były mąż, Thomas, oznajmił, że kocha inną.
Potem — zwolnienie z pracy.
A następnie — wypadek samochodowy.
Ten rok zburzył wszystko, na czym opierało się jej życie.

*

Wiadomość od matki, Margaret Lorenz:
«Córeczko, przyjedziesz? Przygotowuję twoje ulubione potrawy.»

Klara westchnęła, ale odpisała: „Przyjadę”.

Do domu rodziców dotarła autobusem i metrem. Margaret przywitała ją ciepłym uśmiechem, ojciec, Frederic, — powściągliwym uściskiem.
Tylko brat, Vincent, ledwo spojrzał jej w oczy.

O ósmej wieczorem dom migotał światełkami, a stół był nakryty.
Klara starała się trzymać, choć w środku czuła się obco — jakby nie była częścią tej rodziny, a jedynie grzecznościowym gościem.

— Kochani, już niedługo północ! — zawołała Margaret. — Siadajmy!

Wszyscy zajęli miejsca.
Frederic uniósł kieliszek:

— Chciałbym powiedzieć kilka słów…

— Poczekaj, tato — przerwał mu ostro Vincent.

*

Wstał. Jego twarz była napięta, oczy błyszczały złością.

Nie usiądę do stołu z tą nieudacznicą, — wyrzucił, wskazując Klarę.

Margaret wciągnęła gwałtownie powietrze, Frederic zbielał na twarzy.
Klara siedziała nieruchomo, nie od razu pojmując, co właśnie usłyszała.

— Vincent, co ty wygadujesz?! — krzyknęła Margaret. — Przecież to twoja siostra!

Ale on już pochylił się nad stołem, mówiąc jeszcze ciszej, jeszcze twardziej:

— Przynosi nieszczęście. A ja…

Podniósł rękę, jakby zamierzał dodać coś jeszcze — coś ostatecznego, brutalnego, co mogłoby nieodwracalnie zniszczyć ten wieczór.

I właśnie w tej chwili Klara wstała od stołu.

*

Przy świątecznym stole mój brat oznajmił:
Nie usiądę do stołu z tą nieudacznicą.

Klara stała przy oknie wynajmowanego mieszkania i patrzyła na spadający śnieg. Trzydziesty pierwszy grudnia. Za kilka godzin miał zacząć się nowy rok, a ona czuła jedynie pustkę.

Ostatnie dwanaście miesięcy było najtrudniejszym okresem w jej życiu. Najpierw rozwód — pięć lat małżeństwa zakończyło się chłodną rozmową w kuchni, podczas której jej były mąż, Thomas, oznajmił, że kocha inną.
Potem — zwolnienie z pracy.
A następnie — wypadek samochodowy.
Ten rok zburzył wszystko, na czym opierało się jej życie.

Wiadomość od matki, Margaret Lorenz:
«Córeczko, przyjedziesz? Przygotowuję twoje ulubione potrawy.»

Klara westchnęła, ale odpisała: „Przyjadę”.

*

Do domu rodziców dotarła autobusem i metrem. Margaret przywitała ją ciepłym uśmiechem, ojciec, Frederic, — powściągliwym uściskiem.
Tylko brat, Vincent, ledwo spojrzał jej w oczy.

O ósmej wieczorem dom migotał światełkami, a stół był nakryty.
Klara starała się trzymać, choć w środku czuła się obco — jakby nie była częścią tej rodziny, a jedynie grzecznościowym gościem.

— Kochani, już niedługo północ! — zawołała Margaret. — Siadajmy!

Wszyscy zajęli miejsca.
Frederic uniósł kieliszek:

— Chciałbym powiedzieć kilka słów…

— Poczekaj, tato — przerwał mu ostro Vincent.

Wstał. Jego twarz była napięta, oczy błyszczały złością.

Nie usiądę do stołu z tą nieudacznicą, — wyrzucił, wskazując Klarę.

*

Margaret wciągnęła gwałtownie powietrze, Frederic zbielał na twarzy.
Klara siedziała nieruchomo, nie od razu pojmując, co właśnie usłyszała.

— Vincent, co ty wygadujesz?! — krzyknęła Margaret. — Przecież to twoja siostra!

Ale on już pochylił się nad stołem, mówiąc jeszcze ciszej, jeszcze twardziej:

— Przynosi nieszczęście. A ja…

Podniósł rękę, jakby zamierzał dodać coś jeszcze — coś ostatecznego, brutalnego, co mogłoby nieodwracalnie zniszczyć ten wieczór.

I właśnie w tej chwili Klara wstała od stołu.

Historia jest kontynuowana w komentarzach.