— Dlaczego mam dokładać się do restauracji, do której nawet mnie nie zaproszono?
Katarzyna stała przy oknie, obserwując, jak styczniowy zmierzch barwi śnieg na chłodne, niebieskawe odcienie. Miasto poniżej żyło własnym rytmem: pojedyncze samochody, przytłumione światła latarni, ciche głosy na podwórzu. Za jej plecami słychać było plusk wody — Tomasz zmywał naczynia po kolacji. Właśnie zjedli makaron z kurczakiem — zwyczajny, codzienny posiłek, bez żadnych kulinarnych fajerwerków. Katarzyna ceniła takie wieczory najbardziej: spokojne, bezpieczne, tylko we dwoje.
— Kasiu… dziś dzwoniła Agnieszka — powiedział Tomasz niepewnie.
Powoli się odwróciła. Wycierał ręce kuchenną ściereczką i uparcie unikał jej wzroku — gest aż nazbyt znajomy.
— I co z tego? — Katarzyna poczuła, jak napinają jej się ramiona. Rozmowy o jego znajomych od dawna nie kończyły się dobrze.
— W sprawie świąt. Jak co roku spotykają się w restauracji. W „La Vista”. Szóstego stycznia.
— Rozumiem — skinęła głową i znów spojrzała w okno. — Przekaż im moje życzenia.
*
— Kasia…
— Co „Kasia”? — odwróciła się gwałtownie. — Naprawdę uważasz, że po tej wrześniowej historii ktoś mnie tam jeszcze chce?
Tomasz ścisnął ściereczkę, jakby szukał w niej oparcia.
— Agnieszka powiedziała… powiedziała, że lepiej będzie, jeśli tym razem przyjdziesz sam.
Zapadła cisza. Gdzieś na dole trzasnęły drzwi klatki schodowej, ktoś się zaśmiał — zwyczajne dźwięki zwyczajnego wieczoru. A jednak Katarzynie wydawało się, że coś w mieszkaniu się przesunęło, jakby grunt pod nogami nagle stracił stabilność.
— Sam — powtórzyła powoli. — Czyli oficjalnie nie jestem zaproszona.
— To nie zostało powiedziane dokładnie w ten sposób…
— A jak dokładnie, Tomasz? — oparła się o parapet. — Bez omijania tematu. Twoja koleżanka powiedziała: „Tomek, przyjdź bez żony”?
Westchnął ciężko.
— Powiedziała, że wszystkim przyda się trochę przerwy. Po tamtej rozmowie. Żeby emocje opadły.
— Minęły trzy miesiące! — w jej głosie pojawiła się ostrość. — Trzy miesiące, Tomasz.
— Wiem…
Przez chwilę milczała, po czym dodała cicho, niemal zmęczonym głosem:
— A mimo to dziś do mnie napisała. Zapytała, czy przeleję pieniądze na restaurację.
*
Tomasz znieruchomiał.
— Pieniądze?..
— Tak — uśmiechnęła się gorzko. — Wspólny rachunek, jak zawsze. „Wszyscy dokładają się po równo, rezerwacja jest droga”. Tylko że mnie tam nie będzie. Bo „lepiej, żebym nie przychodziła”.
— Kasiu, nie wiedziałem, że do ciebie pisała.
— Oczywiście, że nie wiedziałeś — skinęła głową. — Wygodne, prawda? Nie zapraszać, ale pieniądze wziąć.
— Mogę z nią porozmawiać.
— O czym? — podniosła głos. — O tym, że to dziwne prosić o pieniądze osobę, którą się świadomie wyklucza?
Tomasz milczał.
— Wiesz, co jest w tym wszystkim najgorsze? — powiedziała ciszej. — Nie restauracja. Nie pieniądze. Tylko to, że stoisz tu i nie mówisz: „To nie jest w porządku”.
Opuścił wzrok.
— Po prostu nie chcę kolejnego konfliktu…
Katarzyna odwróciła się do okna. I w tej chwili zrozumiała, że jeśli teraz zamilknie, ta cisza zostanie z nimi na długo.
Katarzyna patrzyła w okno tak długo, aż napięcie między nimi stało się niemal namacalne. Śnieg padał spokojnie i obojętnie, jakby nie miał nic wspólnego z restauracjami, rachunkami i ludźmi, którzy nagle przestali się słyszeć.
— Nie przeleję pieniędzy — powiedziała w końcu spokojnie. Zbyt spokojnie.
*
Tomasz podniósł głowę.
— Kasia…
— Nie — przerwała mu łagodnie, ale stanowczo. — Nie robię awantury. Nie piszę wyjaśnień. Po prostu nie przeleję pieniędzy. To jest moja granica.
Usiadł ciężko na krześle.
— Wiesz, w jakiej sytuacji mnie stawiasz?
— A ty wiesz, w jakiej sytuacji byłam dziś ja? — zapytała cicho. — Zostałam wykluczona. A potem poproszona o opłacenie kolacji, na której mnie nie chcą.
— Myślałem, że samo się ułoży…
— Samo się nie układa — pokręciła głową. — Albo się rozmawia, albo zbiera się żal.
Telefon Tomasza zawibrował na stole.
— To Agnieszka — powiedział.
— Nie mam wątpliwości.
— Pyta, czy bierzemy udział.
— Napisz prawdę — Katarzyna podeszła bliżej. — Że nie przyjdziemy i nie dokładamy się. Bez tłumaczeń.
— Obrazi się.
— Może. Ale to będzie uczciwe.
*
Tomasz długo patrzył w ekran, kilka razy kasował wiadomość. W końcu ją wysłał i odłożył telefon.
— Gotowe.
— Jak się czujesz? — zapytała.
— Dziwnie — przyznał. — Ale chyba właściwie.
Katarzyna odetchnęła.
— Nie każę ci wybierać między mną a znajomymi — powiedziała ciszej. — Chcę tylko, żebyś był po mojej stronie, kiedy chodzi o mnie.
Skinął głową i ujął jej dłoń.
— Przepraszam.
Telefon znów zawibrował. Tomasz spojrzał na ekran i bez czytania wyłączył go.
— Dziś bez restauracji — powiedział. — Zostajemy w domu.
Katarzyna spojrzała na kuchnię, na talerze, na ciepłe światło.
— Za takie wieczory nie chcę nikomu płacić — powiedziała.
I wtedy stało się jasne: czasem najważniejsze jest nie być wygodną — tylko być razem.