Wieczorem Léna wyszła, zostawiając Sofię otoczoną dokumentami.
Długo siedziała w kuchni, przeglądając wyciągi, pozwy i dziwne oświadczenia, które Véronique Palmer składała w poprzednich latach.
Każda kolejna linijka tworzyła coraz wyraźniejszy obraz:
ta kobieta była nie tylko wścibska — była niebezpieczna. Metodyczna, przebiegła, wyrachowana.

Po plecach Sofii przebiegł dreszcz.
Wstała, zamknęła teczkę i głęboko odetchnęła; po raz pierwszy od dawna nie czuła bezsilności, lecz kontrolę.
Ale właśnie w tej chwili…
rozległo się gwałtowne uderzenie w drzwi.

Sofia drgnęła.
Ktoś pukał zbyt pewnie. Zbyt natarczywie.

*

— Otwórz, Sofi.
Głos Véronique Palmer.
Nie brzmiał ani zagubienie, ani słabo — nie. Był zimny i nienaturalnie spokojny.

Sofia podeszła do drzwi i spojrzała przez wizjer.
Véronique stała tuż przed nim…
ale nie była sama.

Obok niej stał mężczyzna około pięćdziesiątki, w nienagannym garniturze, ze skórzaną teczką pod pachą.
Obcy.
Zbyt pewny siebie.
Zbyt oficjalny.

Sofia poczuła, jak coś ściska jej żołądek.

*

Véronique spojrzała prosto w wizjer i powiedziała:

— Przyszliśmy porozmawiać o TWOIM mieszkaniu.

Sofia cofnęła się.

— Sofi, otwórz — powtórzyła Véronique — albo załatwię to drogą sądową… szybciej, niż ci się wydaje.

Potem Sofia usłyszała niski pomruk mężczyzny:

— Proszę się nie martwić, madame Palmer. Zgodnie z prawem wszystko jest po naszej stronie.

Serce Sofii zaczęło bić jak oszalałe.
Teczka z dowodami leżała dosłownie dwa kroki dalej, ale nagle wydała się niczym w porównaniu z tym, co czekało za drzwiami.

I wtedy…

ktoś wsunął metalowy przedmiot do zamka.

*

Sofia rzuciła się do przodu, ale…

— No dobrze — powiedziała Véronique — zaczynajmy.

Klik.
Mechanizm się poruszył.
Drzwi zaczęły powoli się otwierać…

Sofia naparła na drzwi ramieniem, udając się je zatrzymać w ostatniej chwili.

— Co wy robicie?! — krzyknęła.

Po drugiej stronie zabrzmiał lodowaty głos Véronique:

— Wchodzimy do naszego domu.

— To NIE jest wasz dom!

Mężczyzna odezwał się spokojnym tonem:

— Madame Palmer oświadcza, że jej syn jest współwłaścicielem nieruchomości. Ma więc prawo do tymczasowego pobytu.

— Kłamstwo! — Sofia przycisnęła ramiona mocniej do drzwi. — Antoine dawno temu przekazał mi całość!

*

Mężczyzna zamilkł na chwilę.

— Prawnie — nie.

Sofia zastygła.

— Jak to „nie”?

— W rejestrze została stara adnotacja. Połowa mieszkania wciąż widnieje na męża. A właściwie — byłego męża. To oznacza, że… — ściszył głos — matka właściciela ma prawo do tymczasowego zamieszkania.

Nogi Sofii niemal się ugięły.

Przypomniała sobie:
Antoine obiecał zaktualizować dokumenty.
Zawsze odkładał.
A ona mu wierzyła.

*

A on… nie zrobił nic.

— Niewiarygodne… — wyszeptała.

Véronique, wyczuwając jej słabość, uśmiechnęła się triumfalnie:

— A nie mówiłam, Sofi? Za pewna siebie jesteś. A życie potrafi zaskakiwać.

Sofia uniosła wzrok.
W jej oczach nie było już drżenia.

— Dobrze — powiedziała spokojnym, stanowczym głosem — zaczekajcie.

Podeszła do stołu, wzięła teczkę od Lény i telefon, i zanim zdążyli zareagować, wybrała numer swojego adwokata Michela.

— Michel. To pilne.
Véronique jest tutaj. I przyprowadziła adwokata.
Twierdzą, że mieszkanie częściowo należy do Antoine’a.

*

Sofia włączyła tryb głośnomówiący — niech słuchają.

Głos Michela zabrzmiał twardo, pewnie:

— Niemożliwe. Jeśli nieruchomość nie została przepisana, to po rozwodzie małżonek traci wszystkie prawa. Prawo zostało zmienione dwa lata temu. Mam stosowną uchwałę.

Adwokat Véronique zamilkł.

Sofia uśmiechnęła się.
Minimalnie — ale zwycięsko.

— Michel — powiedziała głośno — możesz przyjechać z dokumentami?

— Będę za dwadzieścia minut.

Sofia zwróciła się w stronę drzwi:

— W takim razie… poczekamy razem.

*

Véronique zaklęła pod nosem.
Mężczyzna nie wyglądał już tak pewnie:

— Może… to jakieś nieporozumienie…

— Tak — odparła Sofia spokojnie — nieporozumieniem jest to, że przyszliście do domu, który nie jest wasz.

Otworzyła drzwi na tyle, by pokazać twarz.

— Kiedy mój adwokat przyjedzie, podpiszecie oficjalną rezygnację z jakichkolwiek praw do zamieszkania. Albo… — zawahała się — zgłoszę próbę oszustwa i nielegalnego wtargnięcia.

Véronique pobladła.
Adwokat cofnął się o krok.

— Poczekamy na dole — wyjąkał.

— Doskonale — odparła Sofia — tam właśnie poczekacie.

Zamknęła drzwi.
Nowy rygiel zatrzasnął się głośnym kliknięciem.

*

Sofia oparła czoło o framugę i wypuściła drżący oddech.
Wygrała.

Gdy Michel przyjechał, wszystko potoczyło się szybko.
Dokumenty były po ich stronie.
Véronique musiała podpisać zrzeczenie i zgodzić się na dobrowolne wykreślenie z rejestru.

Odchodząc, przygarbiona, Léna mruknęła:

— Kolejny plan, który ci nie wyszedł, mamo.

Véronique nie odpowiedziała.