Mój mąż upokorzył mnie przy wszystkich podczas wystawnej kolacji.
Ale zamiast łez… uśmiechnęłam się**

Kieliszek w dłoni Olivera drapieżnie zalśnił w świetle kryształowego żyrandola. Kolacja, którą urządził dla „najbliższych”, była w pełnym toku.

*

Luksusowe mieszkanie w samym centrum miasta, stół nakryty tak, jakby za chwilę miał tu wejść korpus dyplomatyczny, wykwintne potrawy, których zapach ledwo przebijał się przez chłodną woń sukcesu.

— …a więc, panie i panowie — ciągnął — wznosimy toast za moją Weronikę — jego aksamitny, władczy głos przykrył stół, sprawiając, że goście — Victor i Clara — mimowolnie się spięli. — Za jej, że tak powiem, liczne talenty.

Zrobił precyzyjną pauzę, delektując się władzą nad chwilą.
Victor, jego wieloletni przyjaciel i partner biznesowy, powoli odłożył widelec. Clara, niegdyś najlepsza przyjaciółka Weroniki, ledwo zauważalnie się skuliła.

— Ostatnio postanowiła, że jest fotografką. Wyobrażacie sobie? Moja żona. Kupiła sobie za moje pieniądze tę… zabawkę.

Oliver obrzucił gości leniwym spojrzeniem, a w jego oczach czaiła się jawna pogarda, skierowana prosto w stronę Weroniki.

— Pokazała mi swoje „prace”. Jakieś rozmyte kwiatuszki, kotki… Niesamowita głębia, prawda?

*

Uśmiechnął się kpiąco i upił łyk wina.

— Powiedziałem jej: kochanie, twoje miejsce jest tutaj, w domu. Tworzyć atmosferę dla mężczyzny, który naprawdę pracuje. A nie wydawać jego pieniądze na takie… hobby.

Słowo „hobby” zabrzmiało jak obelga.
Clara spuściła wzrok. Victor patrzył na Olivera z dziwną uwagą.

— Ale charakterek to ona ma — nie ustępował Oliver. — Uważa się za niedocenionego geniusza. Myśli, że to jej powołanie.

Pochylił się nad stołem.

— Powiedz, Weroniko. Nadal wierzysz, że coś z ciebie będzie?
Czy już zrozumiałaś, że twoim przeznaczeniem jest być ładnym dodatkiem do sukcesu mężczyzny?

Powietrze zgęstniało.
To nie było zwykłe upokorzenie — to był wyrok.

I wtedy Weronika podniosła na niego wzrok.

Bez łez. Bez drżenia.
Z cichym, niemal delikatnym uśmiechem.

Nie powiedziała ani słowa.

Upokorzył mnie przy wszystkich podczas tej kolacji.
A ja tylko się uśmiechnęłam.

*

Po czym powoli, precyzyjnym ruchem, sięgnęła pod stół i wyjęła niewielkie, idealnie czarne pudełko, przewiązane matową wstążką.

I podała je mężowi.

Oliver zmarszczył brwi.
Spodziewał się wszystkiego — histerii, łez, cichego wyjścia.
Ale nie tego.

— Co to jest? — zapytał, a w jego głosie po raz pierwszy zabrzmiała niepewność.

— Prezent. Dla ciebie — odpowiedziała spokojnie Weronika.

Obrócił pudełko w dłoniach, jakby sprawdzał jego ciężar.

— Postanowiłaś urządzić teatrzyk?

Weronika tylko lekko skinęła głową.

Szarpnął za wstążkę.

Wieczko zaczęło się unosić…

Ciąg dalszy w drugiej części.

To, co było w czarnym pudełku, zburzyło jego świat**

*

Oliver nie od razu zrozumiał, na co patrzy.

W środku nie było ani biżuterii, ani drogich zegarków, ani symboli statusu, do których był przyzwyczajony.

Były tam dokumenty.
Starannie ułożone. Z pieczęciami.
Na wierzchu — pendrive w matowej obudowie.

— Co to za bzdury? — mruknął, przeglądając kartki.

Przeczytał pierwszą linijkę.
Potem drugą.

Kolor powoli zniknął z jego twarzy.

— To… pomyłka — wyszeptał.

— Nie — powiedziała cicho Weronika. — Wszystko zostało sprawdzone.

Victor ostrożnie wziął jeden z dokumentów.

— Oliver… — podniósł wzrok. — To umowa inwestycyjna.

Weronika mówiła spokojnie:

— Przez trzy lata pracowałam z europejskim funduszem. Architektura, miasta, ludzie.
Bez rozgłosu. Bez nazwisk.

*

Oliver nerwowo się zaśmiał.

— Chcesz powiedzieć, że twoje „kotki”…

— Były sprzedawane — przerwała. — Odkładałam pieniądze.
I zainwestowałam je w twój projekt. Przez pośredników.

Spojrzała mu prosto w oczy.

— Przyjąłeś inwestycję, nie wiedząc, kto stoi za pieniędzmi.

Zapadła ogłuszająca cisza.

— Pakiet kontrolny… — wyszeptał.

— Nie jest twój — odpowiedziała Weronika.

Powoli osunął się na krzesło.

— Zniszczysz mnie…

— Nie — pokręciła głową. — Po prostu przestanę cię ratować.

— A pendrive? — zapytał ochryple.

— Są tam moje prace.
I zaproszenie na indywidualną wystawę w Berlinie. Za miesiąc.

Weronika wstała.

*

— Złożyłam pozew o rozwód.
Mieszkanie zostaje dla ciebie.
Swoją pracownię i aparat odbiorę jutro.

Zawahała się na moment.

— Dziecka nie będzie. Ale to nie twoja strata. To mój ból.

Oliver patrzył na nią z dołu — po raz pierwszy od lat.

— Mogłaś powiedzieć…

— Mówiłam — odpowiedziała cicho. — Nie słuchałeś.

Wyszła.

Drzwi zamknęły się miękko.

A w mieszkaniu, wypełnionym drogimi zapachami i pustym sukcesem,
po raz pierwszy zrobiło się naprawdę pusto.