— Czy wy już kompletnie straciliście umiar, drodzy goście? — mąż w końcu nie wytrzymał i powiedział wszystko rodzinie żony
— Jestem tak zmęczony, że ledwo stoję na nogach! — oznajmił głośno Lucas, wchodząc do domu. — Dzisiaj przyjechali do nas partnerzy i przez to cała firma stanęła na głowie. Nawet nie było kiedy zjeść obiadu — chaos, bieganina, zamieszanie.
Wrócił później niż zwykle. Był głodny, rozdrażniony i kompletnie wyczerpany. Teraz chciał nadrobić stracony dzień — nie tylko coś przekąsić, ale porządnie się najeść.
— No dobrze, Mario, czym dziś uraczysz męża? Nakrywaj szybko do stołu! A ja w tym czasie wezmę prysznic.
— Mhm, już — odpowiedziała Maria, nie odrywając wzroku od laptopa.
Pilnie musiała dokończyć raport księgowy — czasami dorabiała zdalnie. A pieniędzy, jak wiadomo, nigdy za wiele.
Czas naglił, ale w ciągu dnia nie mogła zająć się pracą — znów przyszła jej ciotka Claudia z córką Olivią i wnuczkami.
*
Ostatnio ich wizyty stały się zaskakująco częste. Sama Maria nie odczuwała tego jako wielki problem — w końcu to rodzina. Natomiast Lucas ich nie znosił. Gdy tylko pojawiali się w drzwiach, marszczył się i demonstracyjnie trzaskał drzwiami, zamykając się w sypialni.
— Dlaczego twój mąż tak się zachowuje? — z wyrzutem mówiła Claudia. — Nie jest nam rad? Tak się gości nie przyjmuje. Nawet dla pozoru mógłby się powstrzymać od trzaskania drzwiami. Zero wychowania.
— Lucas jest po prostu bardzo zmęczony pracą — spokojnie tłumaczyła Maria.
Próbowała załagodzić sytuację, ale goście już po kilku minutach zapominali o jej mężu, zajadając się tym, co przygotowała.
*
— Och, Mario, a co to tak pięknie pachnie z piekarnika? Kurczak? Idealnie! A my dziś nie zdążyliśmy zjeść obiadu. Siadajcie, dziewczynki, i ty też, Olivia. Zaraz nas Maria nakarmi — zarządzała ciotka.
Claudia poczuła się jak u siebie. Zaglądała do lodówki, szukając „czegoś dobrego dla dzieci”.
— Dziś jesteśmy strasznie głodne — ganialiśmy z Daszą i Kasią po przychodni. Tłumy ludzi! Potem apteka… No i wpadłyśmy do ciebie. Zmęczone, roztrzęsione i głodne — opowiadała, jednocześnie przeszukując lodówkę.
— O, jest łosoś! Wezmę, dobrze? Dziewczynki uwielbiają rybkę. A ja dawno nie jadłam — mówiła bez skrępowania.
— Bierz — odpowiadała Maria.
— I ser też wezmę. Uwielbiam dobry ser — nie odpuszczała Claudia.
Goście jedli z apetytem. Lucas, jeśli był w domu, rzadko wychodził do nich — zazwyczaj dojadał resztki… jeśli jakieś zostały.
— Mario, czy ciebie to w ogóle nie dziwi, że oni przychodzą do nas jak do stołówki? — zapytał pewnego wieczoru Lucas. — Przecież oni mają pieniądze. Mogą się sami wyżywić.
*
— Nie złość się. Olivia samotnie wychowuje dziewczynki, mąż ją zostawił. Ciotka chwilowo nie pracuje. Jest im ciężko — tłumaczyła Maria.
— A ja tego nie kupuję! Może ja też rzucę pracę i będę chodził do twojej rodziny na obiady?
— Przesadzasz…
— Może ich jeszcze u nas zakwaterujesz? Twoja ciotka to leniwa kobieta, a kuzynka żyje cudzym kosztem. Ma alimenty, pensję, a pracuje pół dnia!
— Olivia przechodzi trudny okres…
— Tak trudny, że aż jeść nie może? — ironizował Lucas.
*
— Przestań!
— Znam je. Obie są bezczynne. Na miejscu jej męża też bym uciekł.
— To moja rodzina. Nie wybiera się krewnych. Poza tym dziewczynki są takie urocze… A nasze dzieci już dorosły. Tęsknię — powiedziała cicho Maria.
— Rozumiem… ale to nie powód, żebyśmy utrzymywali twoją rodzinę. Trzeba postawić granice.
Przez jakiś czas Maria unikała ich wizyt. Ale coraz częściej przychodziły bez zapowiedzi.
Tego wieczoru Lucas wyszedł z łazienki i zobaczył ciemną kuchnię.
— Mario! Gdzie kolacja?
— Zaraz. Jest pilaw, podgrzej. I sałatka w lodówce.
— Jaki pilaw? Garnek pusty! Znowu byli goście?!
*
Wpadł do pokoju.
— Dlaczego wracam głodny i widzę puste garnki? To się kiedyś skończy?!
— Pusty? Niemożliwe… Jedliśmy razem… — zdziwiła się Maria.
W kuchni lodówka była pusta. Sałatka, łosoś, nawet kawałek kiełbasy — wszystko zniknęło.
— Ty w ogóle panujesz nad tym, co się tu dzieje?!
— Byłam w domu… Pewnie zjedli później…
— To nie rodzina, to szarańcza! Pielmieni chociaż są?
— Są… zaraz ugotuję — odpowiedziała cicho.
Maria postawiła garnek na kuchence i znieruchomiała. Ręce drżały — już wiedziała: tak dalej być nie może.
Lucas siedział przy stole, milczący. To było gorsze niż krzyk.
— Wiesz… — odezwał się w końcu. — Nie chodzi tylko o jedzenie. Czuję się we własnym domu jak ktoś obcy.
W tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi.
Spojrzeli na siebie.
— Tylko nie to… — szepnął Lucas.
*
W drzwiach stali Claudia i Olivia.
— Tylko na chwilę — zaczęła ciotka.
Lucas wyszedł do przedpokoju.
— Na chwilę? Czy wy już kompletnie straciliście umiar?
— Jak to się do nas odzywasz?!
— Normalnie. Wracam głodny, lodówka pusta, a wy znowu tu jesteście.
— Nie wolno nam odwiedzić rodziny?!
— Odwiedzić — tak. Żyć naszym kosztem — nie.
— Lucas… — próbowała Maria.
— Nie teraz. — Odwrócił się do nich. — Macie ręce, pieniądze i kuchnię. Przestańcie udawać ofiary.
Olivia zaczerwieniła się.
— Nam się należy wsparcie!
— Wsparcie to nie darmowa stołówka.
*
Claudia zacisnęła usta.
— Chodźmy, Olivia. Tu nie jesteśmy mile widziane.
Drzwi się zamknęły.
Maria spojrzała na męża.
— Masz rację. Bałam się ich urazić… i zapomniałam o nas.
— Nie mam nic przeciwko pomocy — powiedział spokojniej. — Ale nie chcę być wykorzystywany.
Objęła go.
— Pielmieni się rozgotują — uśmiechnęła się słabo.
— Trudno. Najważniejsze, że dziś zjemy kolację w spokoju. I bez gości.
Usiedli przy stole.
Po raz pierwszy od dawna — naprawdę u siebie.